Reportaż serwisowy
Kazik
Historia jednej wizyty. O kotle Viessmann, który działał, i o domu, w którym przedmioty dawno zastąpiły ludzi.
Kazik jeździ do awarii dwadzieścia lat. Przez ten czas nauczył się jednej rzeczy, której nie ma w żadnej instrukcji serwisowej: kocioł rzadko bywa prawdziwym problemem. Problemem bywa dom, do którego kocioł wstawiono. Żelazo można wyregulować. Ludzi, którzy przy nim mieszkają — nie zawsze.
Wezwanie
Zgłoszenie było krótkie i nerwowe: „Viessmann nie grzeje, pilne, proszę dzisiaj”. Adres na nowym osiedlu za miastem. Kazik zna te miejsca. Dom o dwa numery za duży, kostka brukowa jeszcze bez fugi, w garażu błyszczący SUV, w którym po zapachu widać, że wzięty na trzy lata w leasingu. Wszystko wygląda jak z folderu. I jak w folderze — trochę nie na serio. Za ładnie, żeby było prawdziwe.
Otwiera mężczyzna. Uścisk dłoni za mocny, ton od progu z góry. „No nareszcie ktoś. To pewnie fabryczna wada, sam bym naprawił, ale nie mam czasu na takie rzeczy”. Kazik już wie, że będzie ciężko, i jeszcze nie widział kotła.
Awaria, której nie było
Kocioł wisi w kotłowni równo i czysto. Na wyświetlaczu błąd. Kazik zdejmuje osłonę i po pół minuty wie wszystko: obudowa była już zdejmowana, jedna śruba dokręcona na siłę, czujnik przesunięty, w syfonie kondensatu ślad po „domowej metodzie”. Ktoś przy tym grzebał. Urządzenie jest sprawne — zostało rozstrojone ręką, która nie wiedziała, co robi, a potem szybko wszystko złożyła z powrotem.
— To fabryczna wada, prawda? — pyta mąż z nadzieją, która brzmi jak groźba. — Na gwarancji.
Nie jest na gwarancji. Wada nie jest fabryczna. Kazik mówi to spokojnie, bo spokój to jedyne narzędzie, którego nie da się rozstroić.
Krzyk w kuchni
Wtedy z kuchni dobiega głos żony: pyta ostrożnie, ile to będzie kosztować. Mąż odwraca się i krzyczy. Nie odpowiada — krzyczy. O to, że ona zawsze, że ona o niczym, że on tu jeden musi. Żona milknie w pół słowa, opuszcza wzrok na blat i wychodzi z pokoju, jakby jej nigdy w nim nie było. Nie kłóci się. Znika. To wycofanie ma w sobie wprawę — widać, że ćwiczone latami.
Kazik stoi z kluczem w ręku i udaje, że patrzy na kocioł. Serwisant bywa świadkiem scen, na które nikt go nie zapraszał. Wchodzi w dom w momencie, w którym coś przestało działać — i czasem naprawdę nie chodzi o kocioł.
Krzyk jest zwykle strachem, który nie chce się przyznać
Psychologia od czasów Alfreda Adlera opisuje agresję jako częstą nadbudowę nad poczuciem niższości. Człowiek, który w środku czuje się mały, na zewnątrz musi być głośny — krzyk kupuje mu złudzenie kontroli, której realnie nie ma. Heinz-Peter Röhr na łamach magazynu „Charaktery” sprowadza to do trzech pytań, które nosimy w sobie od dzieciństwa: czy jestem chciany, czy spełniam oczekiwania, czy jestem kochany. Kto na któreś z nich nigdy nie usłyszał „tak”, często całe życie domaga się odpowiedzi — tyle że krzykiem, bo tak nauczył się prosić. Ofiarą tego krzyku pada zwykle ten, kto jest najbliżej i najmniej odejdzie: własna żona.
Cwaniak
Rozmowa o rachunku to osobny spektakl. Mąż zna „sąsiada, który robi taniej”, żąda, żeby cena spadła „po ludzku”, proponuje fakturę na inną kwotę, potem sugeruje, że przegląd właściwie powinien być gratis, bo „pan tylko zajrzał”. Ani słowem nie wspomina, że sam rozkręcał urządzenie i sam je popsuł. Wady sprzętu chowa jak kartę w rękawie — liczy, że serwisant nie zauważy, a jak zauważy, to się nie przyzna.
To nie jest spryt. To strategia człowieka, który każdą relację — także tę z serwisantem — rozumie jako transakcję do wygrania. Kto tak żyje, nie ma partnerów. Ma tylko przeciwników i frajerów, a świat dzieli na tych, co już go oszukali, i tych, co dopiero spróbują.
Życie ponad stan jako codzienna scenografia
Dom za duży, auto za drogie, wszystko świeże i wszystko na raty. Fasada utrzymywana wysiłkiem, na który nikogo tu nie stać — ani finansowo, ani emocjonalnie. Materializm bywa właśnie tym: nie oznaką dostatku, lecz sposobem na uciszenie lęku. Badania nad wartościami materialistycznymi konsekwentnie pokazują ich związek z niepewnością i tzw. lękowym stylem przywiązania — kto nie ufa ludziom, ufa rzeczom, bo rzeczy są policzalne i posłuszne. Cena tej scenografii jest stała: napięcie, które musi gdzieś spłynąć. Spływa na żonę, na serwisanta, na każdego, kto akurat jest w zasięgu.
Dom pełen rzeczy, pusty w środku
Erich Fromm w klasycznym eseju „Mieć czy być?” opisał dwa sposoby istnienia: jeden oparty na posiadaniu, drugi na byciu i relacji. W tym domu wygrał pierwszy. Jest wszystko, czego „wypada” mieć — i nie ma nic, na czym można się oprzeć. Psychiatra Christophe André, cytowany w polskiej prasie psychologicznej, stawia sprawę wprost: u źródła choroby materializmu leży lęk, a zakupy są lekarstwem, które na chwilę uśmierza i na dłuższą metę szkodzi.
Przedmiot ma nad człowiekiem jedną przewagę: nie zdradzi, nie odejdzie, nie zada pytania, na które trzeba szczerze odpowiedzieć. Nowy telewizor jest sterylnie bezpiecznym substytutem drugiej osoby. Tyle że substytut nigdy nie odwzajemnia. Im więcej rzeczy wstawia się między siebie a bliskich, tym ciszej robi się w środku — i tym głośniej trzeba krzyczeć, żeby tej ciszy nie usłyszeć. Otaczanie się podmiotami zamiast budowania relacji kończy się zawsze tak samo: człowiek zostaje sam pośród rzeczy, które miały go przed samotnością ochronić.
Rada, której nikt nie słucha
Kazik i tak robi swoje. Tłumaczy: nie zdejmować obudowy, nie „poprawiać” samemu, przegląd raz w roku, nie dolewać przypadkowych płynów do instalacji, reagować na błąd, a nie go zaklejać. Mówi to spokojnie i po ludzku. Mąż kiwa głową, ale patrzy w telefon. Żona słuchałaby — tylko jej już nie ma w pokoju. Rady serwisanta unoszą się w powietrzu i gasną w połowie drogi, jak słowa mówione do ściany.
Reklamacja
Trzy dni później przychodzi mejl. Reklamacja. Serwisant „nieuprzejmy”, cena „zawyżona”, a kocioł „dalej ma usterkę” — tę samą usterkę, którą mąż własnoręcznie sobie zafundował, o czym w piśmie oczywiście nie ma słowa. Pretensja jest całkowicie bezpodstawna i właśnie dlatego napisana z taką pewnością siebie. Bo nie chodzi o kocioł. Chodzi o to, żeby jeszcze raz kogoś pokonać i przynajmniej na papierze mieć rację.
Na wadze, którą taki człowiek nosi w głowie, fakty leżą na jednej szalce, a pretensje na drugiej — i to pretensje zawsze przeważają, choć szalka jest pusta.
Co zostaje serwisantowi
Kazik odpisuje na reklamację jednym zdaniem: przyczynę awarii opisał w protokole, który klient podpisał. Zamyka sprawę i zamyka auto. Kocioł Viessmann grzeje równo — z tym akurat nigdy nie było problemu. Grzeje dom, w którym ciepła i tak zabraknie, bo ciepła nie da się kupić ani wymusić reklamacją.
Serwisant naprawia to, co można naprawić. Reszty nie rusza, bo nie jego to narzędzia. Ale wyjeżdżając z takiego domu, Kazik zawsze myśli to samo: dobrze, że choć kocioł dało się ustawić. Reszta została, jak była.
Źródła i lektury:
Heinz-Peter Röhr, Sztuka doceniania siebie — magazyn „Charaktery”. •
Christophe André, o lęku u źródła materializmu — insi.pl. •
A. M. Zawadzka i in., Wartości, style przywiązania i samoocena a materializm — Polskie Forum Psychologiczne. •
Erich Fromm, Mieć czy być?; Alfred Adler, teoria kompleksu niższości; Nathaniel Branden, 6 filarów poczucia własnej wartości; Tim Kasser, The High Price of Materialism.